Dwie Toyoty wygrały wyścig WEC na Silverstone. Nieco niespodziewane wyniki miały natomiast rywalizacje w GTE, a przede wszystkim w klasie LMP2. 

Wyścig na Silverstone nie należał może do najbardziej przewrotnego, ale i tu kilkukrotnie przypomniały o sobie zasady wyścigów długodystansowych. Już w pierwszej połowie prym stracili faworyci tacy, jak United Autosports w LMP2 czy Ferrari w GTE-Pro. Druga połowa przyniosła natomiast niespodzianki szczególnie na finiszu, gdzie wyścig przypomniał, że także bezpośrednia rywalizacja ma tu niemałe znaczenie. 

Nawet klasa LMP1 okazała się nie tak przewidywalna, jak się wydawało. Co prawda, przewaga Toyot nad prywatnymi ekipami była w drugiej połowie wyścigu jeszcze wyraźniejsza, ale Rebelliony zaczęły też odczuwać problemy ze swoimi pojazdami. Skutkiem tego był niespodziewany zjazd do boksów załogi #1 w ostatnich minutach, co zrzuciło Rebelliona za Ginettę #5. Niewiele zmieniła natomiast kara nałożona na załogę #3, która mimo tego zakończyła wyścig na najniższym stopniu podium, okrążenie za zwycięzcą z Toyoty #7. 

Sytuacja w klasie LMP2 skomplikowała się natomiast, gdy za kierownicą prowadzącego pojazdu #29 znalazł się Frits van Eerd. Holendrzy stracili prowadzenie na rzecz Antonina Borgię z #42 od Cool Racing, który z minuty na minutę zwiększał przewagę. Z czasem, jedyną szansą dla Holendrów stały się kary nałożone na pojazdy wyprzedzające pod żółtą flagą, ale i to nie zmieniło sytuacji. Co więcej, kary nie otrzymała załoga Signatech #36, przez co w ostatnich minutach Thomas Laurent dogonił Eerda i tuż przed metą przejął od niego drugie miejsce. Niewiele zabrakło tu także Willowi Stevensowi z DC Racing #37, jednak ten należał do grona ukaranych i ostatecznie przegrał podium różnicą 7 sekund. 

W klasie GTE-Pro, pech uderzonej przez jeden z prototypów LMP2 załogi #71 oraz początkowe problemy załogi #51 sprawiły, że w drugiej połowie wyścigu warunki zaczęły dyktować Porsche. Ekipa wykorzystała sytuację na torze, choć nie bez znaczenia były tu też mniejsze ilości pit-stopów. Co prawda, honor Ferrari starał się ratować Alessandro Pier Guidi w #71, jednak gdy Włoch otrzymał karę za wyprzedzanie pod żółtą flagą, załoga AF Corse spadła za Aston Martina #97, wypadając z podium. Wyścig triumfowała załoga #91, o niecałe 4 sekundy wyprzedzając kolegów z #92. 

I jeszcze klasa GTE-Am, gdzie z czasem Ferrari #83 stało się głównym konkurentem fabrycznego Aston Martina #98. Mimo Darrena Turnera za kierownicą Vantage, załoga AF Corse wyszła i utrzymywała prowadzenie. W ostatniej godzinie, wskutek roszad Nicklas Nielsen musiał bronić się także przed Benjaminem Barkerem z Porsche od Gulf Racing, jednak ostatecznie AF Corse zwyciężyło. Drugi był Aston Martin, gdyż Porsche #86 na finiszu musiało zjechać krótki pit-stop, a podium dość niespodziewanie uzupełniło Ferrari ekipy MR Racing. 

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Wyniki

Partnerzy

rally and race